Chiński wirus nie pozwala nam zwiedzać

Wróciliśmy do Turcji.

Niestety w serwisie tureckiej Trumy rozłożyli ręce, jak zobaczyli nasz 25-cio letni piec…choć pisaliśmy im z Gruzji, jaki model, co nie działa itd.

Musieliśmy przejechać ponad 1000 km, żeby to usłyszeć face to face?🤦🤷 Naprawiają tylko nowsze modele, a według nich najlepszym rozwiązaniem jest zakup nowego, za uwaga 2200€!!! 😌

Tego dnia postanowiliśmy, że zostaniemy z zepsutym piecem. Może po drodze zdarzy się cud? A może naprawimy go jak wrócimy do Polski, bo prędzej czy później będziemy musieli wrócić. Zobaczymy. Nie ma miękkiej gry. Spanie ok, ale mycie to dramat😬 Na razie nie wracamy, jedziemy nad Morze Egejskie, bo… Tam nas jeszcze nie było😁 i dlatego, że to najcieplejszy rejon Turcji. A póki co…

Jesteśmy znowu w Stambule, w którym dla odmiany świeciło słońce, dlatego postanowiliśmy pojechać w końcu do najstarszej dzielnicy – Sultanahmet, by zobaczyć najsłynniejsze zabytki miasta. Stambuł to największe miasto w jakim byliśmy, bo to największe miasto Europy😱 które jednocześnie znajduje się w Azji…

Zwiedzając Błękitny Meczet i Hagię Sophię, mamy wrażenie, że do Stambułu zjechało się pół Chin, a z nimi prawdopodobieństwo zarażenia się koronowirusem. Wpadamy w panikę. Wszędzie ludzie w maskach, spod których wystają skośne oczy… Czy według Was to jest fair, że Chiny pozwalają “swoim” podróżować i zwiedzać sobie świat jak gdyby nigdy nic?