A GDYBY TAK ZAMIESZKAĆ W KAMPERZE… i wyjechać do Rosji?

Artykuł opublikowany w miesięczniku Polski Caravaning Nr 6 (91) 2019

Rzuciliśmy “wszystko” i zamieszkaliśmy w 27 letnim kamperze, którym przemierzyliśmy całą Rosję aby dojechać nad Jezioro Bajkał. Przez dwa miesiące pokonaliśmy łącznie 18 000 km, a nasze doświadczenia pokazały, że Rosja to kraj otwarty na podróżników. Jak sobie poradziliśmy w kraju, w którym karawaning jest mało popularny?

Genezą całej wyprawy “Kamperem nad Bajkał 2019” była decyzja o przeprowadzeniu się na rok do kampera. Chcieliśmy dużą kreską oddzielić nasze dotychczasowe życie od nowego. Pracując na etatach oboje czuliśmy, że życie ucieka nam bezpowrotnie. Dodatkowo nasza wspólna pasja do podróżowania nie była zaspokajana wyjazdami na weekend czy kilkutygodniowym urlopem. Stąd naszym marzeniem stał się vanlife, popularny na zachodzie, u nas dopiero raczkujący. Postanowiliśmy sprawdzić jak to będzie wyglądało w polskich warunkach.

Wszystko zaczęło się na kartce papieru. Wypisaliśmy rzeczy, które musimy zrobić, aby zamieszkać w kamperze. Na liście nie mogło zabraknąć: zwolnienia się z pracy, wynajęcia mieszkania i sprzedaż wszystkich niepotrzebnych rzeczy. Potem przyszedł czas na mapę i wybór kierunku. Jako, że oboje czujemy się dobrze na wschodzie (może dlatego, że pochodzimy z Lubelszczyzny) od razu myśleliśmy o tej stronie globu. Byliśmy już w Białorusi, Mołdawii i Ukrainie, a więc czas na Matuszkę Rosję. Tylko co zobaczyć w kraju, którego powierzchnia zajmuje pół mapy? Od lat naszym marzeniem był jeden z najpiękniejszych cudów natury – Jezioro Bajkał, niebieskie oko Syberii.

Potem zaczęły się wątpliwości. Zarówno te o życiu w kamperze i o odległej podróży do kraju, o którym nic nie wiemy od strony karawaningowej. Skąd wziąć wodę, gdzie wylać nieczystości i gdzie nocować? Rzut okiem na bazę kempingów nie napawał optymizmem. Nie mieliśmy problemów ze spaniem na dziko, ale gdzie zrobimy serwis kampera? Trasa przewidywała w jednym kierunku przejazd przez Moskwę. Jadąc, mijaliśmy wiele kempingów, a sama stolica przywitała nas kempingiem na europejskim poziomie. Zresztą nie ma się co dziwić, ponieważ większość gości to Francuzi, Niemcy i Szwajcarzy. Oni nie przyjadą jeśli nie ma odpowiedniego standardu, dlatego oferta jest przygotowana pod nich. Tu spędziliśmy dwie noce i po pełnym przygotowaniu w wodę i opróżnieniu nieczystości ruszyliśmy na dalszy podbój Rosji. Jak wygląda całość moskiewskiego kempingu możesz zobaczyć na kanale YouTube/Kampermaniak.

Pomimo, że tak przygotowani, mogliśmy przeżyć kilka dni, już w trasie zastanawialiśmy się co będzie dalej. Zaplanowane mieliśmy jedynie miejsca, które na mapach satelitarnych wydawały się bezpieczne do spania na dziko. Resztę odkrywaliśmy już w trasie. Czuliśmy się niczym Kolumb, który odkryje rzeczywistość karawaningową w Rosji.

NOCLEG NA DZIKO W ROSJI JEST CAŁKOWICIE BEZPIECZNY

Miejsca, które zaplanowaliśmy do zatrzymywania się na tak długiej trasie były zróżnicowane. Niektóre w pobliżu jezior lub rzek, inne w centrach miast. Dzięki temu poznaliśmy zalety i wady nocowania w różnych miejscach. Zacznijmy od tych na łonie natury. Jedynym mankamentem, może być droga do nich prowadząca. Do większości nie ma dojazdu po utwardzonej drodze, a zazwyczaj jest to polna, rozjeżdżona droga, która po opadach deszczu może stać się nieprzejezdna. Rosjanie nie mają z tym problemu. Czasami wydawało nam się, że ich samochody są pancerne. Wszystko stuka i trzeszczy, a oni jadą dalej. My jednak kamperem nie możemy tak szarżować, ponieważ w najlepszym wypadku zakopiemy się, a w najgorszym urwiemy zbiornik od wody. Po dojechaniu na miejsce czeka na nas już tylko spokój i cisza. W dodatku takich miejsc w Rosji jest bardzo dużo, a jedyną różnicą jest ta, że rano może obudzić CI stado krów lub koni, które przyszły się napić wody, ponieważ w tym kraju zwierzęta w dalszym ciągu pasą się wolno. Niedźwiedzi nie spotkaliśmy.

Drugim rodzajem miejsc są te w miastach. Najczęściej wybieraliśmy parkingi przy atrakcjach, parkach czy nabrzeżach. Tutaj oprócz hałasu spowodowanego ruchem ulicznym, nie odczuwaliśmy żadnego innego dyskomfortu. Oddalając się coraz dalej od Uralu budziliśmy coraz większe zainteresowanie, a kilka spotkań na parkingach dużych miast, uświadomiło nas jak otwartym i serdecznym narodem są Rosjanie. Często po kilkusetkilometrowej trasie, straszne zmęczeni, opowiadaliśmy napotkanym na miejscu noclegowym ludziom, o kamperze i trasie, którą realizujemy. Dzięki temu oni odwdzięczali się informacjami o tym co warto zobaczyć w danym mieście, gdzie dobrze i tanio zjeść oraz upewniali nas, że tu gdzie chcemy spać jest bezpiecznie.

Kontakty z Rosjanami uświadomiły nas jak wielkie mają pragnienie podróżowania kamperem, a realne spotkanie kogoś kto w ten sposób żyje i podróżuje, umacniało ich marzenia. Można to porównać do zwiększania popularności karawaningowej w Polsce, z tą różnica, że w Rosji, większość z nich na razie realizuje to w ramach własnych samochodów, które doposażają w kilka udogodnień, aby móc się w nich przespać. Pomimo, że nasz kamper nie jest największy, to wydaje nam się, że możliwość zobaczenia takiego auta na żywo, w wielu Rosjanach pozostawiło niezapomniany ślad. Liczymy również, że za kilka lat jadąc w tamtym kierunku spotkamy o wiele więcej rosyjskich kamperów.

Wszystkie miejsca, w których zatrzymywaliśmy się dostępne są na mapach PolskiegoCaravaningu.

JAK SERWISOWALIŚMY KAMPERA?

Na szczęście początkowe obawy o dostępność miejsc obsługi szybko zostały rozwiane. Pomimo, że wydawałoby się, że w kraju w którym karawaning dopiero raczkuje, może być to trudne. Nic bardziej mylnego! Momentami wydawało nam się, że jest to łatwiej niż w Polsce. Zacznijmy od wody. Najczęściej na trasie tankowaliśmy ją na stacjach benzynowych (tej z niebieskim płomieniem). Punkty są podobne do tych z polskich MOP-ów, czyli w formie większej szafki, gdzie w środku jest dostęp do wody i prądu. Przygotowane jest to z myślą o kierowcach ciężarówek, a nam doskonale pomagało w napełnieniu zbiorników. Drugim udogodnieniem były publiczne hydranty. Początkowo nie mieliśmy końcówki do metalowej rurki hydrantu, ale niedługo potem udało się kupić za 2 zł taką, która pozwalała nam tankować wodę za pomocą węża. Przez całość podroży nie było sytuacji, w której pozostalibyśmy bez wody. Trochę trudniej o nią na wyspie Olchon, która jest najsuchsza nad Bajkałem. Tam po raz pierwszy mieliśmy możliwość zatankować wodę prosto z Bajkału, która lana była z beczkowozu.

Czas na bardziej śliskie tematy. Kasetę z nieczystościami najczęściej opróżnialiśmy na przystankach, które w większości wyposażone są w wychodki. Kilka razy udało nam się znaleźć toitoia. Natomiast po kilku próbach zaniechaliśmy wylewania w toaletach zlokalizowanych przy zajazdach. Zazwyczaj są to oddzielne budynki, a za ich używanie pobierana jest symboliczna opłata. I nie o nią tu chodziło. Zazwyczaj udając się z plastikowym pojemnikiem, wzbudzaliśmy zainteresowanie osoby obsługującej wc. Ciekawość była na tyle duża, że mogliśmy poczuć jej oddech na plecach, kiedy zaglądał nam przez ramię co robimy. Ciekawość kończyła się w momencie, kiedy swobodny oddech zakłócały nieczystości z toalety. Z jednej strony były to śmieszne momenty, z drugiej bardzo dla nas niekomfortowe. Dlatego zostały wychodki i toitoie.

Szara woda podobnie jak u nas nie bardzo miała się gdzie podziać. Kilka razy spuszczaliśmy ją na myjniach, ale w większości trzeba było ją wylewać do kratki na ulicy. W kamperze używamy jedynie biodegradowalnej chemii i dzięki temu nie mieliśmy obaw przed zanieczyszczeniem środowiska. Jak się potem okazało w rosyjskich sklepach taki płyn do naczyń czy pod prysznic lub naturalna pasta do zębów są o połowę tańszy niż u nas, ale dostępny tylko w dużych marketach.

Został jeszcze gaz. Z nim mieliśmy najmniejszy problem. W Rosji nie ma problemu z dobiciem butli gazowej na stacji. Nie zrobimy tego na każdej, ale w dużych miastach jest kilka punktów gdzie można to zrobić. Miejsca, w których tankowaliśmy gaz podczas podroży dostępne są na mapach PC, a jeśli będąc w Rosji będziesz chciał zatankować gaz wystarczy zapytać kierowcę autobusu miejskiego (marszrutki), które napędzane są właśnie takim paliwem lub na dowolnej stacji benzynowej.

NA CO BYĆ PRZYGOTOWANYM JADĄC KAMPEREM DO ROSJI?

Oprócz wielu zalet jakie ten kraj ma dla karawaningowców, warto wspomnieć o tej mniej korzystnej – o drogach. Pominiemy tu fakt konieczności skupienia się 10/10 podczas jazdy, nie będziemy również rozważać stanu dróg, który w 80% okazał się bardzo dobry (drogi są bezpłatne, nielicząca kilku płatnych autostrad w europejskiej części Rosji). Skupimy się na zjawisku, które w Rosji dało mocno w kość naszemu kamperowi. Chodzi o kamienie na drodze, które “zbombardowały” nam szybę i przód auta.

Zjawisko wylatującego kamienia z pod opon poprzedzającego pojazdu jest nagminne. Jeśli trzymamy odstęp to i tak możemy dostać z przeciwległego pasa ruchu. Tym sposobem nasz kamper ma kilka śladów na szybie i masce oraz pęknięty kierunkowskaz. Z czego to wynika? Odległości miedzy miastami na Syberii są ogromne. Czasami jest to 500-800 km. Rosjanie nie dbają o drogi tak jak u nas. Nikt nawet nie pomyśli o jej czyszczeniu (nie dotyczy to miast, które codziennie rano zmywa rzesza służb). Nie znajdziemy tam służby drogowej, która patroluje trasę. W takiej sytuacji wystarczy postój ciężarówki na poboczu i ponowne włączenie do ruchu z kilkoma kamieniami w bieżniku, które następnie lądują na drodze. Jest to bardzo uciążliwe, co widać na szybach rosyjskich samochodów. Bardziej zapobiegawczy kierowcy, chronią również chłodnice, rozpostartą na przodzie auta gęstą siatką używaną w ogrodnictwie.

ROSJA NIE TAKA STRASZNA JAK JĄ MALUJĄ

W czasie dwumiesięcznej podróży po tym egzotycznym i największym państwie świata, zdaliśmy sobie sprawę, że Rosja jest bezpiecznym krajem dla karawaningowców, rajem dla Vanlifersów i osób ceniących sobie wolność, której w wielu państwach zaczyna brakować. To kraj dla osób, których satysfakcjonuje spanie na dziko, eksplorowanie nowych miejsc, gdyż tam mają oni pełne pole do popisu i to dosłownie. Zapierający dech w piersiach Bajkał jest perełką natury, docenioną i wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Po prostu trzeba to zobaczyć.

Wróciliśmy z mnóstwem wspomnień niezapomnianych krajobrazów cudownej krainy jaką jest Syberia. Doświadczyliśmy niezwykłej gościnności Rosjan, która naszym zdaniem powoli zanika w dzisiejszych komercyjnych czasach. Mimo naszych obaw, to właśnie w tym kraju czuliśmy się najbezpieczniej podczas naszych dotychczasowych karawaningowych wojaży. Pomimo braku infrastruktury dla kamperów Rosjanie przyjęli nas bardzo miło i starali się aby nasz pobyt jeszcze bardziej nam umilić. Mamy nadzieję, że nasze przygody i doświadczenia zainspirują następnych podróżników do odkrywania tego kraju. Więcej szczegółów z naszej wyprawy znajdziecie na kanale YouTube/KamperManiak oraz na blogu www.kampermaniak.pl

Aldona i Daniel Sagan

KamperManiak

 

Artykuł powstał w ramach wyprawy Kamperem nad Bajkał, o której więcej tutaj (klik!)

  W podróży korzystaliśmy z przewodnika:

Bajkał. Morze Syberii. Wydanie 5

Bajkał. Morze Syberii. Wydanie 5

Autor:
Maja Walczak-Kowalska, Wojciech Kowalski

ISBN:
978-83-283-4055-8

Format:
120x190

Liczba stron:
192

Data wydania:
2018-06-11

Opis:
Jezioro Bajkał fascynuje niezwykłym pięknem o każdej porze roku. W lecie turkusowymi wodami głębin, jesienią ciepłymi barwami przybrzeżnej tajgi, zimą srebrzystą szadzią i skrzącymi się śniegiem i lodem, wiosną kwitnącymi stepami, mieniąc

Cena:
34.90zł

Leave a Reply